Anty-aging – moda czy konieczność?

Autor:

Kiedy rozmawiałam z dr Barbarą Walkiewicz-Cyrańską, prezes Stowarzyszenia Lekarzy Dermatologów Estetycznych oraz prezydentem Europejskiego Stowarzyszenia Dermatologii Kosmetycznej i Estetycznej o idei Fundacji Anty-Aging chciałam trochę egoistycznie uzyskać radę z pierwszej ręki, kiedy powinnam zacząć myśleć w kategoriach anty-aging. Ze wszystkich stron atakują nas reklamy: ciasteczka anty-aging, kremy anty-aging, biustonosze anty-aging, więc trochę powątpiewałam, czy to nie kolejny modny trend.

Pani Doktor mi uświadomiła, że społeczeństwo w skali globalnej starzeje się, a średnia wieku bardzo się  wydłuża i  jeżeli będziemy żyć średnio 90 lat, to nikt  by przez 20 lat nie chciał być niezadowolonym, schorowanym, ze słabą siłą mięśniową, z osteoporozą, ze zmianami miażdżycowymi, z cukrzycą, nadciśnieniem, nietrzymaniem moczu.  Pomijając zmarszczki... 
Anty-aging i cała medycyna estetyczna jest  dziedziną stojącą na pograniczu wszystkich specjalizacji lekarskich. W Polsce nie ma specjalizacji z medycyny estetycznej, dlatego są podejmowane kroki, które mają na celu skoordynowanie działań, teoretyczne i praktyczne  przygotowanie lekarzy oraz edukację pacjentów w trosce o pełne bezpieczeństwo i jakość oferowanych usług.
  • Czy każdy lekarz dermatolog może stać się członkiem Stowarzyszenia Lekarzy Dermatologów Estetycznych?

Stowarzyszenie zrzesza lekarzy dermatologów profesjonalnie zajmujących się dermatologią estetyczną. Każdy lekarz dermatolog,  który zajmuje się dermatologią estetyczną, ma prawo ubiegać się o członkostwo. Warunkiem wejścia do Stowarzyszenia jest wykazanie się nie tylko zainteresowaniami, ale również czynną pracą zawodową i szkoleniem w dziedzinie dermatologii estetycznej. Lekarz wypełnia ankietę, w której podaje informacje, od kiedy prowadzi praktykę, jakie zabiegi wykonuje,  jakich produktów stosuje  oraz podaje dane osoby wprowadzającej, która  zaświadcza, że lekarz jest dla nas wiarygodny. Osoba wprowadzająca winna być członkiem Stowarzyszenia.

  • Czyli obecność lekarza w SLDE może być dla pacjenta pewną wskazówką, jak trafić do dobrego specjalisty?

Może być zdecydowanie, bo jesteśmy gwarantem umiejętności zawodowych danej osoby.

  • Co łączy Stowarzyszeniem Lekarzy Dermatologów Estetycznych i Fundację Anty-Aging?

 

Stowarzyszenie Lekarzy Dermatologów Estetycznych powstało 11 lat temu w celu edukacji środowiska lekarskiego zajmującego się dermatologią estetyczną. Statutowo jest to stowarzyszenie non profit, co oznacza, że lekarze u nas wykładający i kształcący nie pobierają honorarium. Po 11 latach większość tej czołówki powiedziała, że już ma dosyć, ponieważ i nasze samokształcenie wymaga ogromnych nakładów  czasowych i finansowych. Ponadto szkolenia z dermatologii estetycznej kierujemy nie tylko do lekarzy dermatologów, ale do wszystkich lekarzy, którzy chcą profesjonalnie zajmować się dermatologią estetyczną i ogólnie rozumianą medycyną przeciwstarzeniową, np. interniści, którzy chcieli realizować program anty-aging.  Właśnie od nich docierało mnóstwo zgłoszeń i zapytań, dlaczego nie robimy tego w sposób ciągły. Że wcale nie chcą przyjeżdżać i dowiadywać się, które seminarium jest potrzebne, tylko  chcieliby mieć przygotowany program bardzo rzetelnego kształcenia w tej dziedzinie. Stwierdziliśmy, że utworzymy  nową organizację. Prawnicy ustalili, że  najlepsza będzie forma fundacji,  której twórcą jest Stowarzyszenie i  kilkunastu lekarzy tworzących  ten trzon. Tak powstała Fundacja Anty-Aging, która w ramach swojej działalności gospodarczej ma możliwość kształcenia osób dorosłych . Przygotowaliśmy program szkoleniowy, który uzyskał punkty edukacyjne i przybrało to postać  takiego formalnego 2-letniego kształcenia począwszy od zajęć teoretycznych po zajęcia praktyczne przeprowadzane w niewielkich, 5-6 osobowych grupach oraz trzeci rok zaawansowanych kursów advanced. Chcieliśmy,  żeby nasi lekarze, którzy współpracują ze Stowarzyszeniem od 10 lat i są doskonale wykształceni,  mieli również  platformę wspólnych spotkań. Kursy advanced są  kursami przeznaczonymi dla osób doskonale wykształconych w danej dziedzinie w celu dalszego pogłębiania wiedzy. Odbywają się w formie jedno bądź dwudniowych całodziennych szkoleń o tym najwyższym stopniu zaawansowania w sensie  umiejętności praktycznych i merytorycznych. Lekarz zajmujący się dermatologią estetyczną może wybrać dziedzinę, do której go najbardziej predysponuje jego wiedza, umiejętności manualne lub zainteresowania. I tak np. decyduje się na szkolenia pod kątem wypełniaczy, botoxu,  albo kiedy nie lubi  wstrzykiwać, może robić np. mezoterapię i peelingi lub obsługiwać lasery, urządzenia z falami radiowymi itd. W takim celu zostały stworzone kursy advanced .

  • Fundacja Anty-Aging rozpoczęła działalność edukacyjną jako Międzynarodowego Centrum Kształcenia Medycyny Anty-aging. Czy kształcenie w Centrum jest skierowane tylko do osób z pełnym wykształceniem medycznym?

Absolutnie nie przyjmujemy żadnych kosmetyczek, kosmetologów, analityków, farmaceutów. Musi być dyplom lekarski i prawo wykonywania zawodu. To jest bardzo istotne.

  • Dlaczego anty-aging?

Wiadomo, że nie mogliśmy zrobić tylko dermatologii estetycznej, bo byśmy się bardzo zawęzili. Podstawą wykonywania zabiegów na skórze jest dermatologia, a to jest 5-6 letni proces kształcenia.

  • Co to jest w ogóle anty-aging i jak się pojawił ten kierunek medycyny wśród innych dyscyplin lekarskich?

Anty-aging to mówiąc po polsku medycyna przeciwstarzeniowa. Medycyna, która jest wielodyscyplinarną nauką  grupującą specjalistów z wielu dziedzin. Należą tu  lekarze interniści, endokrynolodzy, ginekolodzy, ortopedzi, okuliści, dermatolodzy. Kiedy się starzejemy, starzeje się nam każdy organ. Oczywiście gro tych procesów przebiega pod wpływem gospodarki hormonalnej, więc tu bardzo dużo do powiedzenia mają endokrynolodzy. A to, jak wyglądamy, bo to taki wyznacznik współczesnych czasów,  jest niezwykle istotne dla pacjentów. W związku z tym z  praktycznej strony, zabiegowej, bardzo dużo mają do powiedzenia dermatolodzy. Anty-aging jest dyscypliną, która integruje wiele specjalności medycznych w celu działania i prewencji chorobom występującym w trakcie starzenia się organizmu. Jak do tego doszło? Społeczeństwo w skali globalnej starzeje się. Średnia wieku bardzo się nam wydłuża. Przewidywania są takie, cytuję dane z ostatnich wykładów, że w 2050 roku grupa ludzi mających ponad 100 lat wzrośnie pięciokrotnie. Tylko w USA będzie kilka milionów ludzi, którzy mają ponad 100 lat, czyli czas, w którym występują różne choroby bardzo się  wydłuży. W związku z tym wszelkie działania rządów, jak i świadomość ludzi, żeby ten ogromnie długi okres życia przeżyć względnie zdrowo i komfortowo, są bardzo ważne. Rządy, firmy farmaceutyczne i firmy technologiczne przeznaczają bardzo dużo pieniędzy, żeby stworzyć  techniki, metody, które będą przeciwdziałać występowaniu pewnych chorób. Części z nich możemy wręcz uniknąć, a część będzie przebiegała  łagodnie. Po 50 roku życia pojawiają się pierwsze objawy starzenia się, a po 65 zdecydowanie następują. Kiedy zgodnie z prognozą mamy żyć średnio 90 lat, to te 30 lat jest naprawdę bardzo długim okresem czasu w skali życia człowieka, okresem wydatków państwa na utrzymanie ogromnej grupy społeczeństwa, która nie pracuje i jest niewydajna w sensie ekonomicznym, a która może generować wydatki związane z ich chorobami. Działania prewencyjne powinny być podejmowane już w okresie prenatalnym. Kobieta przed zajściem w ciążę powinna być świadoma, jak może wpłynąć na rozwój swojego dziecka już w okresie płodowym. I jeśli ktoś przychodzi w wieku 45 lat z zapytaniem, czy nie za wcześnie, to już jest o 45 lat za późno.

  • Anty-aging  jest  modą czy koniecznością?

Absolutnie koniecznością. Dla wszystkich jest koniecznością, począwszy od rządu. Jeżeli mądrze myśli, to za 20 lat nie rozłoży swojej służby zdrowia, bo nie da rady utrzymać takiej ilości starych, chorujących ludzi. Kiedyś największym zagrożeniem były choroby zakaźne, ale wprowadzenie szczepień spowodowało, że się to przesunęło gdzie indziej. Zagrożeniem stały się  choroby nowotworowe i choroby naczyniowo-sercowe.  Edukujemy społeczeństwo w zakresie cholesterolu, trójglicerydów, miażdżycy, nadciśnienia, otyłości brzusznej. Wiemy, że nie jest takie ważne, ile ważysz, ale czy twoja talia ma takie, a nie inne parametry.  Jeżeli Pani o sobie pomyśli, że będzie żyła 90 lat, to żadna z nas by przez 20 lat nie chciała być niezadowolona, schorowana, ze słabą siłą mięśniową, z osteoporozą, ze zmianami miażdżycowymi. Pomijam w ogóle te wszystkie zmarszczki. Z cukrzycą, nadciśnieniem, nietrzymaniem moczu, a starość tak wygląda. Ile trwa młodość, którą się może nie zachłystujemy, ale wiele osób się na niej wzoruje? 15 lat? W starości mamy przeżyć 30 lat, więc naprawdę należy wyprzedzać pewne rzeczy, żeby później móc być zadowolonym.

  • Czy z punktu widzenia anty-aging warto prewencyjnie wykonywać badania genetyczne?

Warto, chociaż w świetle medycyny anty-aging genetyka stanowi tylko 20% tego, jaką będziemy mieć w starości jakość życia, na ile będziemy zdrowi i aktywni. 80% to my sami i nasza wiedza. Musimy mieć wiedzę, żeby działać. To są czasami bardzo małe rzeczy. Na kongresie był niezwykle ciekawy wykład dotyczący suplementacji witaminy D3, która u 80% społeczeństwa z dziećmi włącznie jest niezwykle istotna. I tu w ogóle nie chodzi o krzywicę, bo o tym wiemy od lat. Chodzi o wpływ witaminy D3 na nasze mięśnie,  kości, na układ sercowo-naczyniowy, na nasz mózg. I okazuje się, że my tę witaminę powinniśmy brać, łykać, to jest najprostsza forma. Takie niby nic,  ale to są doniesienia medyczne z lutego 2010 roku  poparte ogromnie długą pracą naukową. Wie o tym tylko wąska grupa, która się tą problematyką zajmuje. Dlatego właśnie edukowanie  jest naprawdę bardzo istotne. Amerykańscy badacze zwrócili uwagę na to, że stosowanie filtrów przeciwsłonecznych powoduje, że nie ma reakcji skóry z UVB koniecznej do syntetyzowania witaminy  D3. Z jednej strony unikniemy brzydkiej skóry, ale z drugiej strony witamina D3 w pewien sposób wpływa na nasze samopoczucie, na depresje, na sposób zasypiania, budzenia. Warto jednak badanie genetyczne zrobić, żeby wiedzieć, co nam grozi z powodu naszych genów, których nie możemy zmienić, ale aż w 80% możemy wpłynąć na to, żeby  nie spowodowały pewnych chorób.

  • Czy takie badania są dostępne dla zwykłego pacjenta?

Nie, ponieważ są bardzo drogie. I póki mamy taki problem z poziomem służby zdrowia, to na pewno nie będą nigdy dostępne w ramach jakichś funduszy. W Polsce jest kilka ośrodków, gdzie takie badania można wykonać.

  • Co jest w tej chwili  głównym zadaniem dla Stowarzyszenia Lekarzy Dermatologów Estetycznych i Fundacji Anty-Aging?

Cały czas edukacja, kształcenie środowiska, ale również edukacja społeczeństwa. Uruchamiamy program „Uważaj na”.  Będziemy również bardzo aktywnie współdziałać z mediami, bo to jest jedyna droga, żeby w jakiś sposób oddziaływać.

  • Czy ważne jest budowanie wizerunku branży?

Absolutnie! Dermatologia estetyczna jest bardzo komercyjnym zajęciem  i jest tyle   samo entuzjastów, co ludzi naprawdę bardzo zaangażowanych w to, co robią z  pobudek wcale nie finansowych. Ich zaangażowanie wynika z tego, że naprawdę lubią ten zawód, są w tym dobrzy, realizują się i kształcą dalej. I chodzi o to, żeby to pozostało w grupie takich ludzi, żeby to nie był przypadkowy wybór. Umiejętności nabywa się naprawdę latami i żeby wykonywać pewne zabiegi, robić je na najwyższym poziomie,  nie wystarczy kurs. Zobaczyć można, tylko potem trzeba stanąć przed żywym człowiekiem i jemu coś wstrzyknąć do twarzy. Za to trzeba ponieść odpowiedzialność i naprawdę trzeba być uczciwym w stosunku do samego siebie. Dopiero po zrobieniu 100, 500, 1000 zabiegów zaczyna się rozumieć, co się robi. I na to potrzeba lat.

  • Czy istnieją jakieś mechanizmy odgórne chroniące przed niekompetencją, nierzetelnością, brakiem odpowiedniego przygotowania zawodowego.

Nie ma żadnych zabezpieczeń prawnych. Mało tego, kosmetyczki w ogóle nie mają tej odpowiedzialności prawnej, więc często  proponują zabiegi, których my byśmy nie wykonywali, czy sięgają po zabiegi, które my wykonujemy, ale do tego nie są merytorycznie przygotowane. Nie ma zabezpieczeń prawnych, nie ma zabezpieczeń ustawowych, nie ma u nas specjalizacji z dermatologii estetycznej, w związku z tym brakuje przepisu, że pewne substancje, na przykład botox czy dysport może nabywać lekarz, który ma taką specjalizację. W wielu krajach coś takiego funkcjonuje. Wypełniacze i toksynę botulinową kupują tylko lekarze, którzy są dermatologami albo chirurgami plastycznymi. W Polsce kupuje każdy, kto chce.

  • Czym się powinien kierować pacjent przy wyborze lekarza?

Na pewno nie ceną. Jest również absolutną pomyłką i myślę, że ludzie wtedy sami sobie szkodzą, wybierając gabinet na podstawie reklamy promującej „najlepszy sprzęt na świecie”. To są bardzo nieetyczne sposoby i lekarz, który ceni siebie i swoją pracę nigdy się tak nie zareklamuje.  Wątpliwości budzą promocyjne zniżki cen o 30, 40, 50%. Przy pewnych zabiegach to jest po prostu niemożliwe, bo dochodzi się do ceny poniżej kosztu preparatu. A gdzie cała ta obudowa, baza, ilość spotkań z lekarzem, podpisywanie zgód, całość zaplecza klinicznego, które powoduje, że dane miejsce jest bezpieczne lub nie jest bezpieczne. Jakości nie gwarantują informacje prasowe, ani to, jak kto jest się w stanie zareklamować. Należy szukać informacji w internecie, jak dany zabieg wygląda. I znaleźć kontakt przez towarzystwa, stowarzyszenia, fundacje posiadające bazę lekarzy, którzy rzeczywiście to wykonują dobrze. Stąd też pomysł akcji „Uważaj na”, stąd jakieś odwołanie do stron, żeby ludzie mogli sami sobie to w jakiś sposób ułożyć.

  • Czy gabinety, które się nie firmują nazwiskiem lekarza są godne zaufania?

Nie są godne zaufania. Polska jest dosyć specyficzna z racji tej, że u nas grupa lekarzy zajęła się tym wszystkim bardzo profesjonalnie i  lekarze  często  są właścicielami  takich placówek, za które czują się i są merytorycznie  odpowiedzialni. Co innego, jeżeli jeden pan czy pani ma pomysł, żeby na bazie swojego gabinetu kosmetycznego czy spa stworzyć klinikę medyczną i zatrudnić lekarzy. Kluczem do zatrudniania jest  często fakt, ile ten lekarz będzie zarabiał. I osoba traktująca to typowo jak biznes nie ma możliwości lub chęci zweryfikowania umiejętności tych lekarzy. Ponadto taka osoba nie jest odpowiedzialna ani prawnie, ani w żaden inny sposób za jakiekolwiek powikłania. Lekarz jest odpowiedzialny, chociaż wydawałoby się, że przyjmując w  gabinecie, który nie jest jego, pozbywa się odpowiedzialności. Jest odpowiedzialny również za to, jakich produktów będzie używał. Ale w takich przypadkach często o tym decyduje właściciel i jeśli zależy mu przede wszystkim na pieniądzach,  wybierze najtańszy produkt  i koło się zamyka. To zjawisko jest patrząc długofalowo bardzo niedobre. Jakieś regulacje są konieczne i istotne, ale żeby mogły powstać, trzeba rzeczywiście środowisko zintegrować i wspólnie coś wypracować. Stąd właśnie pomysły tych akcji. Dlatego istotne jest edukowanie pacjenta, żeby jego wybór był świadomy, a nie polegał głównie na reklamie.

  • W jakich obszarach mogą być konkurencyjne gabinety, które nie posiadają kosztownego sprzętu, laserów. Czy mają szanse na pozyskiwanie  pacjentów?

Mają szansę, ale muszą się rozwijać w sensie umiejętności w danej dziedzinie. Jeżeli ktoś jest np. dobry w peelingach lub mezoterapii, to w oparciu o to może bardzo dobrze funkcjonować, aczkolwiek jego oferta dla pacjenta, który tam teoretycznie trafia, jest niezwykle zawężona. W przypadku, że trafi tam pacjentka,  która ma potrzebę  wykonania niechirurgicznego liftingu twarzy za pomocą fal radiowych, to tu peelingiem czy mezoterapią  niczego nie osiągniemy. Poprawimy tylko jej stan naskórka i strukturę, ale w takim gabinecie potrzebnej pomocy nie uzyska.

  • Czy kryzys wpłynął na branżę medycyny estetycznej?

Wpłynął, ale to nie było w takim stopniu, jak w innych dziedzinach. Dało się to odczuć, o dziwo, w przypadku najtańszych zabiegów. Czyli widać wyraźnie, że to uderzyło w grupę ludzi, którzy rzeczywiście oszczędzali i może w takiej sytuacji nie widzieli konieczności wykonywania zabiegów. Kryzys natomiast nie wpłynął  na ilość osób korzystających z zabiegów z najwyższej półki typu toksyna botulinowa, wypełniacze. Potrzeba człowieka, żeby dobrze wyglądać, jest mocno zakodowana.

  • Dokąd zmierza współczesna medycyna estetyczna?

Do nieinwazyjnych zabiegów, które będą bardzo efektywnie poprawiały wygląd. Czyli żeby ta niedyspozycja estetyczna była jak najkrótsza, żeby uzyskiwane efekty były bardzo naturalne i żeby to było bezpieczne.

  • Chirurdzy plastycznie bronią swojej specjalności  twierdząc, że efekty zabiegów nieinwazyjnych są zbyt krótkotrwałe i mało widoczne.

Wielu lekarzy chirurgów plastycznych już takie zabiegi nieinwazyjne wykonuje. To są dane statystyczne. Największa ilość zabiegów chirurgii plastycznej dotyczy biustów i odsysania tkanki tłuszczowej. Biusty pozostaną domeną chirurgów, chociaż my już mamy nieinwazyjne zabiegi z wszczepianiem kwasu hialuronowego, ale dotyczą tylko części pacjentek ze względu na obostrzenia - biusty powiększa tylko o jeden rozmiar itd. Mamy już zabiegi nieinwazyjnego odsysania czy modelowania sylwetki, ale też  nie spuścimy litra tłuszczu. Natomiast obok face-liftu z powodzeniem stosuje się  wypełniacze, toksynę, fale radiowe i  chirurdzy wiedzą o tym. W związku z tym coraz większa grupa plastyków pojawia się na naszych kursach.

  • Czy to oznacza, że  estetyczna chirurgia plastyczna coraz bardziej zazębia się z dermatologią estetyczną?

Zdecydowanie tak.

 

Aktualizowane: 11.10.2010

Dotyczące tematu

Transparentny Lekarz